Fortepian za darmo? Uwaga na oszustwo „na wdowę po muzyku”
Dostajesz e-mail od kobiety, która po śmierci męża oddaje jego fortepian za darmo – byle trafił w dobre ręce. Brzmi wzruszająco, ale to znane oszustwo „na opłatę z góry”: instrumentu nie ma, a pieniądze za rzekomy transport przepadają bezpowrotnie.
Jak działa ten przekręt
Wiadomość jest napisana ciepło i bez pośpiechu. Nadawczyni zapewnia, że fortepian jest w doskonałym stanie i „przyniósł radość” jej domowi, a najbardziej zależy jej na tym, by trafił do kogoś, kto się nim zaopiekuje. Prosi też o przekazanie oferty dalej – uczniowi, nauczycielowi, rodzinie lub parafii. Adres nadawcy wygląda wiarygodnie, bo zawiera imię i nazwisko kobiety.
Gdy odpowiesz, zaczyna się rozmowa o zmarłym mężu i instrumencie. Historia wydaje się spójna, a rozmówczyni mówi, że świetnie się nadajesz na nowego właściciela. Potem pojawia się haczyk: fortepian stoi w magazynie kilkaset kilometrów dalej i wystarczy opłacić dostawę. W opisanym przypadku chodziło o 300 funtów. Po wpłacie kontakt się urywa.
Na tym oszustwo polega: przestępca wyłudza pieniądze za towar lub usługę, które nigdy się nie pojawią. W tej odmianie zwykle nie trzeba klikać w link ani otwierać załącznika, dlatego wiadomość łatwiej przechodzi przez czujność użytkownika i filtry.
Wersje oszustwa i sygnały ostrzegawcze
Brytyjski sklep muzyczny i sprzedawca fortepianów Forsyth przyznaje, że kontaktują się z nim osoby, które odpowiedziały na taką ofertę i prosiły o radę przed zorganizowaniem transportu. Część udało się uchronić, zanim zapłaciły za wysyłkę czy ubezpieczenie, ale firma słyszała też o wielu osobach, które straciły znaczne kwoty. Jak podkreśla, „prawda jest taka, że żadnego fortepianu nie ma”.
Warsztat Sykes & Sons ze Stockport mówi, że to dość częsty przekręt, a jego ofiarami padali pojedynczy muzycy, kościoły i placówki edukacyjne. Macauley Sykes z firmy radzi uważać, gdy cenny instrument, zwłaszcza nowoczesny Yamaha czy Steinway, ma być oddawany przez nieznajomego, nie można go obejrzeć ani odebrać osobiście, a najpierw trzeba wysłać pieniądze.
Nadawca bywa różnie przedstawiany:
- jako wdowa po zmarłym mężu,
- jako znajomy rodziny, który „przekazuje dalej” wiadomość,
- jako kościół lub organizacja, która się zamyka albo nie ma miejsca na instrument.
Opłata za „dostawę” to zwykle od 100 do 500 funtów.
Co to oznacza dla czytelnika w Polsce
Opisane przypadki dotyczą Wielkiej Brytanii, ale schemat jest uniwersalny i nic nie stoi na przeszkodzie, by ktoś zastosował go także w polskich realiach – w e-mailach, na portalach ogłoszeniowych czy w mediach społecznościowych. Wystarczy zmienić instrument, kwotę i historię. Nie trzeba więc mieć fortepianu na oku, by wyciągnąć z tego wnioski: darmowy, wartościowy przedmiot, którego nie wolno obejrzeć, i prośba o przelew „tylko za transport” to klasyczny zestaw ostrzeżeń.
W praktyce warto zasadniczo odmówić płacenia z góry za rzecz, której nie widzieliśmy. Jeśli oferta ma sens, dar da się obejrzeć i odebrać osobiście albo przynajmniej sprawdzić przez niezależne źródło. Ofiary oszustw internetowych w Polsce mogą zgłaszać sprawy policji, a podejrzane wiadomości e-mail można też przekazywać zespołowi CERT Polska; szczegóły procedur warto sprawdzić na oficjalnych stronach tych instytucji.
Co zrobić z taką wiadomością
Najprostsza rada brzmi: zignoruj ją lub wyrzuć. Jeśli zawiera linki, nie klikaj w nie. W Wielkiej Brytanii podejrzane e-maile można zgłaszać, przesyłając je na adres report@phishing.gov.uk. Dobrym nawykiem jest też ostrzeżenie bliskich, zwłaszcza osób związanych ze szkołami muzycznymi, chórami i parafiami, bo to właśnie one często są adresatami takich ofert.
Źródło: The Guardian – „‘Free grand piano’: the scam playing on music lovers’ heartstrings”



